Hot Spot… rozmowa z Nantenaina Lova („Gwiazda poranna”)


„Hot Spot ekosystemu w zagrożeniu” – rozmowa z Nantenaina Lova, reżyserem „Gwaizdy porannej”

Są historie, które choć dotyczą odległych, egzotycznych krain, dzięki wyjątkowemu ujęciu stają się bliskie i ważne – nabierają mocy i sprawiają że momentalnie angażujemy się w daną sprawę. Tak jest z dokumentalnym filmem pt. „Gwiazda poranna”. Jego reżyser Nantenaina Lova ukazuje życie społeczności Vezo zamieszkującej północno-zachodnią część Madagaskaru, które od pokoleń było ściśle związane z morzem. Wszystko jednak zmieniło się wraz z pojawieniem się wielkich trawelerów przeławiających morza i zagranicznych firm, które za bezcen wykupują tamtejsze ziemie. Przeczytajcie rozmowę, która w prosty sposób uświadamia dlaczego wszyscy jesteśmy odpowiedzialni za bezprawną, postkolonialną grabież i degradację biosfery.

⇒Opowiedz proszę, co było punktem wyjścia dla opowieści o rybakach z północno-zachodniej części Madagaskaru?

Prace nad filmem rozpocząłem prawie 3 lata temu, pod koniec 2018 roku. Akurat byłem w trakcie zdjęć do innego projektu, do innego filmu, które odbywały się na południowym-zachodzie Madagaskaru. To w tamtym rejonie poznałem Edmonda, rybaka, który został później jednym z bohaterów mojego filmu. Zacząłem z nim po prostu rozmawiać, słuchałem tego, co mówi na temat zmieniającej się rzeczywistości w jego miejscowości. Wszystko na tamtym etapie było jeszcze dla mnie dość niejasne. Gdy zagłębiłem się w temat, poznałem inne relacje i społeczność, poczułem że muszę zrobić film o tych ludziach. To wtedy wyzwoliła się we mnie silna potrzeba zrealizowania „Gwiazdy porannej”. Ale wszystko zaczęło się od spotkania Edmonda.

⇒Ile trwały zdjęcia? Ile czasu spędziłeś już później wśród społeczności Vezo na północnym-zachodzie Madagaskaru?

Nie pochodzę z tej części Madagaskaru. Gdy wróciłem do domu ukończywszy poprzedni projekt, okazało się że od wioski Edmonda dzieli mnie prawie 900 kilometrów. I wcale nie jest to takie proste, by dojechać ode mnie do jego miasteczka przy świętej plaży Andabay. 900 kilometrów to naprawdę sporo u nas biorąc pod uwagę zły stan dróg i fatalną infrastrukturę komunikacyjną oraz dostępne środki transportu. Ale postanowiłem spróbować.
Zdjęcia podzielone były na trzy etapy, na trzy okresy. Pierwszy rozpoczął się pod koniec drugiej połowy 2018 roku. Drugi etap zdjęć odbył się między marcem a kwietniem 2019 roku. Ostatni etap przypadł na początek 2020 roku.
Dzięki tym trzem różnym okresom mogłem obserwować rozwój sytuacji na przestrzeni lat. Za każdym razem dostrzegałem co innego, tym bardziej że zawsze gdy wracałem przebywałem non stop z rybakami. W każdym okresie zdjęć mieszkałem z nimi przez dziesięć dni, zdarzało się że to były nawet i dwa tygodnie.
To, co interesowało mnie przede wszystkim, to życie codzienne rybaków. To że mogłem być z nimi blisko, sprawiło że zdołałem uchwycić rodzącą się w nich potrzebę mówienia o ich trudnej sytuacji – otrzymałem szansę sportretowania ich walki o autonomię i niezgody wobec ekspansji chińskich trawelerów. W rybakach, być może za sprawą kamery, rosła świadomość i umiejętność mówienia o wielkiej niesprawiedliwości, która dzieje się w ich rejonie. Australijska firma wydobywcza burzy porządek ich świata, i być może za sprawą filmu rybacy tacy jak Edmond poczuli, że nie są niewolnikami sytemu i że mogą głośno wyrażać swój sprzeciw. Ale zdecydowanie życie codzienne tej małej społeczności interesowało mnie najbardziej, bo ono odchodzi w zapomnienie. Jeśli tak dalej pójdzie i zagraniczne firmy będą wykupywać za bezcen tamtejsze ziemie pod przemysł górniczy i na przykład pod budowę nowoczesnych portów, to codzienność rybaków zostanie całkowicie zniszczona i zdegradowana. Chciałem dać pewne świadectwo.

⇒Film jest rzeczywiście wspaniały. W cudownie prosty sposób ukazuje prawdę i piękno codziennego życia oraz rytuałów tej małej społeczności. Jak wybierałeś bohaterów?

Wszystkim zajął się Edmond. Dużo rozmawialiśmy. Powiedziałem mu czego potrzebuję i on się bardzo zaangażował. Oczywiście początkowo nie miał pojęcia o realizacji filmu, nie wiedział ile sił i determinacji wymaga robienie kina dokumentalnego. Powoli wchodził jednak w świat kinematografii. Na pewno pomocne było to, że był obecny przy moim poprzednim projekcie: obserwował, uczył się, poznawał jak funkcjonuje plan filmowy. Zaczął rozumieć jak to wszystko działa, jakie możliwości daje obecność kamery.
Edmond był moim przewodnikiem po świecie pełnym zależności, pomagał mi poruszać się w ramach małej społeczności. W zasadzie to było całe uniwersum i on wszystko mi objaśnił – nie tylko kto jest kim w wiosce i jaka jest hierarchia; także to, o co chodzi z działaniami australijskiej firmy, która wydobywa piasek mineralny w tym rejonie, czy nielegalnym połowem chińskich trawelerów, które dziesiątkują zasoby ryb. Edmond przedstawił mnie wszystkim, również pomógł mi wybrać resztę bohaterów do filmu.
To prosty film. Pragnąłem pokazać ten świat w prostu sposób, bo i zasady funkcjonowania jednostek w tym świecie są proste. Tyle że w tym prostym, małym uniwersum odbijają się problemy globalne i kondycja współczesnego świata. Rzeczywistość rybaków z Madagaskaru i ich coraz gorsza egzystencja w mikroskali ukazują potęgę i zasięg kryzysów inicjowanych na arenie międzynarodowej gospodarki.
Myślę że mój film dzięki udziałowi prostych ludzi stał się uniwersalny. Niesie przesłanie, które może trafić do każdego. Bo każdy z nas może sobie wyobrazić, co by czuł w sytuacji, kiedy jakiś przemysłowy gigant nakazałby mu porzucić dotychczasową pracę, dom, rodzinę, znajomych i przenieść się gdzieś indziej, by zaczynać wszystko od początku.
Ale chciałem pokazać też, że osoby proste, bez wykształcenia, mają ogromną świadomość tego jaki wpływ decyzje i działania globalnych, międzynarodowych firm eksploatujących zasoby naturalne ziemi, wywierają na środowisko. Prości rybacy mają ogromną wiedzę i świadomość zagrożeń cywilizacyjnych. Czują odpowiedzialność względem planety. To oni zdają sobie sprawę z konsekwencji gospodarczych i przemysłowych działań, wiedzą jaki to może mieć wpływ na przyszłe pokolenia, mimo tego że nie są wykształceni i nie kończyli prestiżowych szkół.
I to wszystko uwiarygodnione jest w filmie za sprawą małej populacji Madagaskaru. To na czym mi zależało, to by ukazać że można żyć na końcu świata, w niemal odizolowanym miejscu, w poczuciu szacunku wobec przeszłości i lokalnych tradycji, a przy tym czuć ogromną odpowiedzialność względem przyszłości.
Wszystko o czym mówię zyskuje nowy, aktualny wymiar także ze względu na COP26, czyli 26. Konferencję ONZ w sprawie zmian klimatu, która odbyła się na przełomie października i listopada w tym roku w Glasgow. Kto o tym słyszał? A tam również toczyły się dyskusje na temat zasobów naturalnych i tego, co zostawimy po sobie przyszłym pokoleniom.

⇒Powracając na moment do filmu, prawie w ogóle nie występują w nim kobiety. Dlaczego?

Mam świadomość że tak wyszło, ale nie było to zamierzone. Rzeczywiście brakuje w moim filmie kobiet. Po prostu Edmond takich wybrał bohaterów – do takich dotarł i takich przekonał do wzięcia udziału w filmie. Być może rozmawiał z kobietami, ale te nie chciały wziąć udziału w filmie, nie wiem. W efekcie wyszedł film prawie bez kobiet, co nie jest odzwierciedleniem sytuacji w tym rejonie. Kobiety są tu bardzo obecne i mają realny wpływ na codzienne życie. Mój film narracyjnie opiera się na relacjach i wypowiedziach rybaków – tutaj rzeczywiście brakuje kobiet, one akurat takich prac nie wykonują. Kobiety zajmują się innymi czynnościami, inaczej zabezpieczają codzienność: chodzą na targ, gotują, w czym zresztą często towarzyszą im mężczyźni. Jeśli chodzi o połów ryb, to jest to zajęcie typowo męskie, pewnie przesądza o tym tradycyjny podział ról przekazywany od pokoleń – mężczyźni wypływają na ocean, biorą udział w połowach, czyszczą sieci, konserwują lub budują nowe łodzie, patroszą ryby i sprzedają je potem na targu lub przynoszą do domu.
Nie chodzi też o to, że filmowanie kobiet jest zakazane. Nie. Podkreślam, kobiety są obecne i ważne w plemionach zamieszkujących Madagaskar, a ja nie chciałem trywializować i umniejszać ich roli, znaczenia, pozycji. Jest kilka scen w filmie, gdzie mężczyźni i kobiety pracują i gotują razem. Bo tak jest na co dzień, żadna grupa nie jest odseparowana od siebie wśród ludności Vezo – wieczorami wszyscy się spotykają, rozmawiają, jedzą razem, wspólnie spędzają czas całymi rodzinami. Na planie kobiety też były obecne. Segregacja ze względu na płeć to nie jest problem Madagaskaru.

⇒Co było największym wyzwaniem podczas realizacji filmu?

W zasadzie nie mam na co narzekać, nie było większych trudności, które musielibyśmy przezwyciężać. Pewnym małym wyzwaniem logistycznym na pewno było uzyskanie tych wszystkich pozwoleń na filmowanie życia codziennego w wiosce, uzyskanie autoryzacji wypowiedzi niektórych osób i ich zgody na użycie i pokazanie w filmie ich wizerunku. Tutaj rzeczywiście czasami musieliśmy się postarać, by móc pokazać pewne rzeczy, nie upiększać okoliczności, nie wycinać kontrowersyjnych opinii. Wcale nie było to proste. Każda osoba, którą widać w filmie wyraziła na to zgodę. Negocjacje czasami trwały dość długo, musieliśmy tłumaczyć dlaczego chcemy użyć jakiegoś elementu w filmie, co może wnieść czyjaś wypowiedź do naszej historii. Pokazujemy życie dość realistycznie, nie wszystkim to się podobało. Konsekwencją autoryzacji i uzyskiwania pozwoleń, była moja wielka trwoga a później starania, by film pozostał szczerym i obiektywnym zapisem rzeczywistości. Cały czas starałem się, by nie zgubić obiektywizmu – by być blisko i budować uczciwe świadectwo a jednocześnie zachować zdrowy dystans. Nie robiliśmy tego filmu, by komukolwiek zrobić przyjemność. Ale też nie chcieliśmy nikogo skrzywdzić czy pozostawić z przeświadczeniem, że został wykorzystany.
Poza tym cała społeczność była niezwykle pomocna. Wszyscy byli bardzo oddani, cierpliwi, otwarci, działali na dobro filmu wiedząc jakie film może mieć przełożenie na opinię publiczną. Dla każdego z wioski ważne było, by świat usłyszał o problemach Madagaskaru, o tym z czym borykają się ludzie z tego regionu – chcieli nagłośnienia ich lęków i zagrożeń, pokazania ekonomicznego wyzysku, z którym muszą się mierzyć każdego dnia. Nie chcieli niczego udawać. W naszym filmie nie ma zainscenizowanych sytuacji. Bohaterowie pragnęli by świat o nich usłyszał, by zobaczył bezbronnych, skromnych ludzi, których egzystencja jest zagrożona. Mieliśmy wspólny cel – uwrażliwić opinię publiczną na to, co dzieje się gdzieś daleko, ale co dotyczy każdego mieszkańca globu: poczucie bezpieczeństwa o bliskich. Plemię Vezo, o którym opowiadam, to ludzie morza: odważni, honorowi, uczciwi. Chcieli żebym opowiedział ich historię – nie są przeciwko cywilizacyjnym zmianom, nie protestują przeciwko postępowi i udogodnieniom technologii, są przeciwni eksploatacji bezbronnych, samowystarczalnych społeczności. Nie ma ich zgody na niszczenie naturalnych zasobów i dóbr przyrody w imię bezmyślnego i bezwzględnego paktu skorumpowanego zachodniego świata – jaki jest cel takich działań prócz bogacenia się i umacniania swojej potęgi przez i tak już silne międzynarodowe organizacje i kraje?

⇒Po tym jak już skończyłeś film, zmontowałeś go i wysłałeś, by rezonował w widzami, masz dziś poczucie że kino ma moc inicjowania zmian? Że za sprawą filmu dokumentalnego można sprawić, by świat stał się lepszym miejscem?

Oczywiście. Jestem o tym przekonany. Kino może przyczynić się do szerzenia dobra. Można się w nim, w kinie, przejrzeć niczym w zwierciadle. Kino może być wskazówką dla ludzi, co się dzieje w odległych, niedostępnych miejscach, szczególnie teraz, gdy podróżowanie jest utrudnione. Może być źródłem informacji, jak również moralnym kompasem.
W społeczeństwach afrykańskich normą jest to, że dzielimy się ze sobą swoimi doświadczeniami. Opowieść o tym co nas spotyka, co nas motywuje, dotyka, napawa strachem lub radością, jest wpisana w codzienność. Tutaj w wielu miejscach nie ma telewizji, nie ma kina czy teatru – ludzie ze sobą przebywają i rozmawiają, taka codzienna gawęda wpisana jest w rytm ich egzystencji. Tradycje oralne w Afryce są nadal bardzo silne. Dlatego kino dokumentalne ma taką moc i siłę odziaływania. Mówisz o sobie, przekazujesz własną historię – oto dowód twojego życia, śladu, jaki zostawiasz po sobie. Bohaterowie filmu są przekonani że przetrwają w opowieściach bliskich za sprawą relacji czy przekazywanych ustnie wspomnień i w ten sposób będą obecni w życiu przyszłych pokoleń. I podobnie za sprawą tego filmu, za 20, 30 lat ludzie będą czerpać wiedzę o obecnym świecie właśnie z kina. Zresztą już mogą czerpać.
Przebywam obecnie na Madagaskarze i wiem że większość osób stąd zgadza się z wizją świata przedstawioną w moim filmie. Są oczywiście i tacy, którzy uważają inaczej, według nich powinniśmy przyjąć wszystkie pieniądze i siedzieć cicho. Ważne było dla mnie to, by świat przestał postrzegać bohaterów mojego filmu jako niewykształconych barbarzyńców. Chciałem oddać sprawiedliwość tym, którzy na co dzień nie mają głosu. Jestem przekonany że ich postawa znajdzie sprzymierzeńców.

⇒Mówisz że jesteś na Madagaskarze – gdzie dokładnie?

Jestem na wyspie Saint-Marie w prowincji Toamasina około 8 kilometrów od wschodniego wybrzeża Madagaskaru. Przede mną rozciąga się widok na Ocean Indyjski. Tu też są rybacy i też borykają się z takimi problemami jak Edmond i jego koledzy. Wszyscy wiemy jakich wyniszczających praktyk dopuszczają się chińskie kutry odławiając kilkaset tysięcy ton ryb rocznie. Tylko 4 procent z tych połowów trafia na rynek afrykański, cała reszta idzie na eksport. Trałowanie jest najbardziej wyniszczającą formą rybołówstwa, lokalni rybacy na przestrzeni ostatnich 20 lat odnotowali spadek dochodów o 40 procent. Lokalne dzieci nie mają co jeść, bo nie ma co jeść. Nie tylko Azja, ale cały świat kradnie nasze ryby, więc całe rodziny przymierają głodem, ale nie jest to spowodowane tym, że nie chcemy pracować czy nie umiemy pracować – praca i możliwość zarobku zostały nam odebrane. Odbierana jest nam także możliwość wyżywienia bliskich. Miejscowi nie mają pracy, bo jej nie ma. To nie jest ich wybór, ale przymus że wyjeżdżają nielegalnie do Europy szukać możliwości zarobkowania na czarnym rynku – w ten sposób zarabiają na byt wielopokoleniowych rodzin. Dziś na Madagaskarze nie ma ryb, bo są poławiane hurtowo przez trawelery, nie ma lasów, bo są karczowane pod siedziby kolejnych międzynarodowych przedsiębiorstw, czy pod kopalnie wydobywcze. Ludzie więc nie mają wyboru – emigrują za praca. Cały świat kradnie nam ryby, dobra naturalne i zatruwa przyrodę, a potem cały świat mówi że pomaga Afryce, bo jest zacofana. To jest skandal!
Dlatego dziękuję organizatorom Festiwalu Afrykamera za zaproszenie i za to, że pokazujecie nasz film warszawiakom i publiczności w Polsce. To, że ludzie w Europie oglądają „Gwiazdę poranną” przyczynia się do wzrostu świadomości i szerzenia wiedzy o sytuacji na Madagaskarze. To też jest część naszej strategii dystrybucyjnej – dzisiaj kiedy tak trudno wprowadzić film do kin, festiwale stają się platformą dystrybucji i promocji filmu. Wiemy że naszego filmu nie można promować wyłącznie lokalnie, dlatego tak ważne jest, aby zobaczyło go jak najwięcej osób. A później trzeba dyskutować o współczesnym świecie na arenie międzynarodowej. Jestem przekonany że polska publiczność będzie zainteresowania tematem pozyskiwania surowców, ale też chętnie obejrzy film o tym jak traktuje się ludzi, kiedy stają oni na drodze międzynarodowym planom gospodarczo-przemysłowych potentatów. Humanistyczne przesłanie filmu jest dla nas równie ważne.

⇒Każdy aspekt tej produkcji jest istotny i pozostaje aktualny. Festiwal Afrykamera bez wątpienia zyskał bardzo cenny tytuł w swoim line upie. A mówiąc o strategii festiwalowej i dystrybucyjnej, „Gwiazda poranna” była niedawno pokazywana na festiwalu IDFA w Amsterdamie, gdzie jeszcze?

Jesteśmy bardzo zadowoleni z obecności w Amsterdamie, to duży, międzynarodowy festiwal pokazujący kino dokumentalne, często najlepsze i najciekawsze filmy gatunku. Dzięki tej selekcji zaczęto mówić o naszej produkcji lokalnie, a wiadomo że jest dla nas ważne również to, by miejscowi zobaczyli nasz film. Chcemy pokazywać film na Madagaskarze, ale nie jest to proste, bo brakuje ekranów. Będziemy szukać sposobów, by rozpowszechniać film. Myślimy też o tym, by ruszyć z filmem do kin w Afryce kontynentalnej, ale to wymaga odpowiednich działań. Afryka jest zróżnicowana i poziom dostępu do sprzętu nie jest wszędzie taki sam. Ale będziemy się starać udostępniać nasz film, gdzie tylko się uda.
Póki co „Gwiazda poranna” będzie miała limitowaną dystrybucję we Francji, dostała się m.in na festiwal FIPADOC (Międzynarodowy Festiwal Dokumentów). Będzie też pokazywana w kinach w Tunezji.

⇒Jakie reakcje wywołuje twój film?

Jakie reakcje na Madagaskarze? Przede wszystkim uczula i uwrażliwia. Odgrywa ważna rolę w informowaniu ludzi o tym, co dzieje się w ich ojczyźnie. Wiele osób, szczególnie młodych, nie zdaje sobie sprawy z zagrożeń. Nie mają pojęcia tak naprawdę co się tutaj dzieje – nie interesują się albo interesują bardzo powierzchownie. Są tacy, którzy oglądają kilkuminutowy materiał w telewizji i myślą że wszystko wiedzą. Ale prawda jest taka, że z telewizyjnego reportażu nie możesz dowiedzieć się zbyt wiele – otrzymujesz skrótowe informacje często na zlecenie zachodnich firm i sponsorów. Młodzi mieszkańcy wiosek myślą często, że te zagrożenia i wpływy zachodu ich nie dotyczą. Myślą że to wręcz poprawia jakość ich życia. To chcemy zmienić.
Lokalnie mówiło się że „Gwiazda poranna” to film o rybakach. O życiu rybaków. I że to propozycja dla nich. W tym temacie też czeka nas praca, bo chcemy uzmysłowić ludziom, że film jest uniwersalny i dotyka problemów życia wszystkich obywateli Madagaskaru, jeśli nie całego świata. Film jest o naszej wspólnej przyszłości, o tym co będzie za 20, 30 lat. To już niedługo.
Szczęśliwie mieszkańcy Madagaskaru zaczynają powoli rozumieć że „Gwiazda poranna” nie jest filmem o rybołówstwie, ale o tym, że cała zróżnicowana biosfera Madagaskaru jest zagrożona. Jej równowaga została zachwiana, co może mieć poważne konsekwencje dla tej części świata, a następnie dla całej ludzkości. Madagaskar jest jak hot spot dla całego ekosystemu regionu – jeśli zaburzymy ten ład, konsekwencje będą ogromne. Nie chodzi tylko o połów ryb, odbieranie ludziom pracy, czy zatrucie środowiska – na Madagaskarze wycina się bardzo dużo naturalnych plantacji baobabu. Degradacja środowiska jest przerażająca, proceder cały czas trwa.
Nasz film ma ukazywać mieszkańcom Madagaskaru bolesną prawdę o tym, co dzieje się wokół nich. Nie mogą dłużej odwracać wzroku od nieprzyjemnych treści. To jest ich świat, ich politycy, ich wybory. Cieszę się że opinia publiczna dzięki naszemu filmowi ulega zmianie. Ludzie rozpoznają zmiany jakie zachodzą w ich otoczeniu. Widzą inny pejzaż, i już wiedzą że te zmiany cywilizacyjne nie oznaczają progresu a regres. To zastrzyk finansowy dla polityków i urzędników – którzy często wydają nielegalne licencje na przykład na połów ryb – ale uwstecznienie dla lokalnej ludności.
Chcielibyśmy zacząć współdziałać z organizacjami działającymi na rzecz ochrony środowiska. Nasz film może pomóc edukować i uświadamiać. Mamy na Madagaskarze kilka sal kinowych, ale planujemy obudować seanse w dyskusje i panele wzbogacające widzów o szersze konteksty, które nie zmieściły się w filmie. Myślę że „Gwiazda poranna” może odegrać istotną rolę w procesie wykształcania nowych cennych postaw. I nie chodzi mi tylko o szerzenie bieżących informacji, ale o realny wpływ na zmianę stylu życia i wprowadzenie nowego ładu ekonomicznego. Jeśli taki komunikat – o konieczności wprowadzenia lepszego modelu ekonomicznego – wyszedłby do świata od nas, od mieszkańców Madagaskaru, byłoby świetnie. Ale tego cały czas się uczymy – jak mówić, by świat nas usłyszał, jak mówić, by zostać wysłuchanym i zrozumianym. Jak uruchomić pewną ogólną cenną refleksję na skalę światową – wszyscy jesteśmy współodpowiedzialni.

⇒Film trzeba pokazywać, a nade wszystko trzeba rozmawiać. Oby wasze szlachetne intencje zostały docenione przez jak najwięcej osób.

Można też odnaleźć nas na Facebooku i napisać. Można skontaktować się z nami bezpośrednio, odpowiemy na każdy komentarz i pytanie. Na naszej stronie opisane są dalsze losy filmu. Mam nadzieję, że „Gwiazda poranna” nie przepadnie, że będzie dalej jeździć po festiwalach i po świecie.

Rozmawiała i tłumaczyła Anna Serdiukow.